Planujesz weekendowy wyjazd, wypad w góry, nockę na spotce ze znajomymi albo idziesz po prostu pomykać na desce. Wszystko spakowane, ale pojawia się odwieczny dylemat każdego, kto wkręcił się w ten świat: kawa w podróży.
Dotychczas miałeś dwa wyjścia: albo targać w plecaku młynek, wagę, AeroPress, czajnik z gęsią szyją i paczkę ziaren (zajmując połowę miejsca na ciuchy), albo skazać się na losowy napój ze stacji benzynowej lub marketową rozpuszczalną, która smakuje jak roztopiony plastik. Zastanawiasz się, jak zrobić dobrą kawę w góry albo jaka kawa na wyjazd pod namiot sprawdzi się najlepiej bez noszenia ze sobą całego baru?
W świecie kawy krąży mnóstwo mitów, a jeden z najpopularniejszych brzmi: „espresso to rakieta, a przelew to tylko leciutka, owocowa herbatka”. Często słyszymy, że ciemniej wypalone ziarna i gęsty napar stawiają na nogi najszybciej, a jasne palenie i alternatywy to wybór dla tych, którzy kofeiny raczej unikają. Jak jest naprawdę? W TRIGGER nie lubimy ściemy – żyjemy single originami, palimy małe partie i stawiamy na konkrety, dlatego bierzemy ten mit na warsztat. Zobaczmy, co tak naprawdę dzieje się w Twoim dripie.